Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
Pierwsze kroki w kierunku reszty idiotów z karawany Blue postawiła bez problemu. Po następnych dwóch poczuła że coś jest nie tak, czuła jak jej ciarki przechodzą po plecach. Obracając głowę do tyłu rzuciła ona okiem na Sharpa który za nią podążał. Ogarnięcie tego co się działo za jej plecami zajęło jej niecałą sekundę i już po chwili Niebieska znowu patrzyła się przed siebie z całym czerwonym pyskiem. Robiąc kilka następnych kroków i mało nie przewracając się o własne kopyta, Blue się na chwilę zatrzymała łapiąc oddech.

Było to dziwne uczucie wiedzieć że ktoś cię obserwuje pod „takim kątem”, chodź o dziwo, nie było to złe uczucie. Wręcz świadomość tego że jest się jeszcze w stanie przykuć czyjąś uwagę pod tym względem poprawiało jej humor. Uśmiechając się pod nosem ruszyła ona z powrotem przed siebie nagle jak by bardziej bujając zadkiem na boki.

Dojście do miejsca w którym znajdowała się większa połowa kucy z karawany nie zajęła jej dużo czasu. Stając przy nich rozejrzała się jeszcze raz dookoła zwracając uwagę na zebrę która mignęła jej przechadzając się gdzieś za wozami i znaczniku który zostawiła na ich zakładniku.

- Witam ponownie. – odezwała się w końcu niebieska do reszty zebranych i uśmiechając się przy okazji do Light która siedziała nie daleko od Hilo – Działo się coś ciekawego jak nas nie było?
Ostatecznie Starweave nie zrobiła zbyt wiele w sprawie wspomnianego wcześniej jeńca. Nie miała teraz ochoty czegokolwiek doglądać, włączając w to nastroje innych, oraz obce jej kucyki. Kucyki które przede wszystkim w owej karawanie w ogóle nie powinny się zanieść. Tak czy inaczej jej konserwa przytrzymała ją wystarczająco mocno, by parę ostatnich minut klaczy kompletnie umknęło. Na jej zainteresowanie zasłużył sobie dopiero znajomy głos, dochodzący z poza wozu. Jednorożec siorbnął jeszcze dwa razy wodę z butelki, po czym przysuną się do krawędzi wozu. Podnosząc zakurzony materiał do góry, klacz zarzuciła go sobie na szyje, wystawiając tym samym głowę poza wóz. Pragnęła na razie jedynie słuchać i obserwować, nie zwracając przy tym na siebie zbytniej uwagi.
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]
Zebrana przy wozach załoga karawany wyraźnie czegoś oczekiwała. Od czasu wizyty poprzedniej klaczy jednorożca niosącej wiadomości z 'dowództwa' sytuacja nieco się zmieniła. Wśród obecnych nie było żadnej prawdziwej rozmowy. Wśród kurzu i owadów krążących w powietrzu nie przemieszczały się praktycznie żadne dźwięki prócz szumu wiatru i łopotania materiału na wozach i ubraniach kucyków. Całość sprawiała przygnębiajcie, posępne wrażenie. Od czasu do czasu tę ciszę przerywała wymiana szeptów między jednym a drugim kucem, jednakże daleko tym anomaliom było do miana konwersacji.

Przybycie uśmiechniętej Blue za którą podążał medyk niezbyt pasowało do tego obrazu, aczkolwiek widocznie podniosło na duchu co mniej doświadczonych w podróżach przez pustkowia obecnych. Niebieska klacz stawała przed nieco cięższą publiką niż jej poprzedniczka, a odpowiedzią na jej pytanie były tylko jeden czy dwa nieznacznie kręcące się w geście zaprzeczenia nosy.
Sharp przeniósł się na pozycję obok niebieskiego jednorożca, wodząc wzrokiem po zebranych i po horyzoncie.
Lekki rumieniec widoczny na jego pyszczku, a wynikający z nadprogramowej aktywności jego oczu i umysłu w trakcie krótkiej podróży z końca karawany tu, na szczęście szybko znikał, ustępując miejsca neutralnemu spojrzeniu. Ogier wiedział, że w końcu będą musieli reszcie powiedzieć, jak ryzykowny plan upichcili w swojej małej klitce, a ten moment nigdy nie był przyjemny. Medyk niby miał doświadczenie w przekazywaniu złych wiadomości, ale niezależnie od tego ile razy trzeba było to zrobić, zawsze było to tak samo wymagające.

Zdecydował się nie odzywać póki co. Nie było sensu w przerywaniu Blue, zwłaszcza, że klacz wydawała się mieć lepszy kontakt przynajmniej z częścią zebranych niż on sam. Nie mógł nigdzie dojrzeć ich dyżurnej zebry, aczkolwiek nie było to nic dziwnego. Pasiasty ogier wyraźnie preferował towarzystwo samego siebie.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Niebieska klacz stała przed resztkami karawany i wodziła wzrokiem od kuca do kuca. Część z nich siedziała na ziemi, część stała na równych nogach, każde z nich było wpatrzone w nią. Starała się wymyślić coś do powiedzenia, coś co poprawi chodź trochę atmosferę wśród kucy ją obserwujących. I z każdą mijającą chwilą, to jej uśmiech znikał powoli ustępując miejsca grymasowi nie zadowolenia.

Blue nie była dobrym mówcą, mówiła ona szybko i w większości przypadków bez myślenia, czego dobrym przykładem jest wczorajsza rozmowa z Xanderem. Gdy była w stanie jeszcze ogarnąć rozmowę jeden na jeden, to postawiona przed grupą innych, była ona od razu na przegranej pozycji. Biorąc wdech Blue przygotowała się do tego co zamierzała zaraz zrobić i mogła mieć tylko nadzieje że nic już tego dnia nie zjebie.

- Pewnie się zastanawiacie, co dalej. – zaczęła mówić przesuwając powoli wzrokiem po obecnych – Będę z wami szczera. To co w tym momencie możemy wam zaproponować to ogólny zarys planu i każda z sugestia z waszej strony będzie bardzo dla nas cenne. Aktualnie naszym głównym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa tej karawanie i jej członkom… - powiedziała zatrzymując się wzrokiem przez dłuższą chwilę na Light.

- Gdzie się dalej z nią dalej udamy, to jest jeszcze do ustalenia gdyż to zależy od tego jak powiedzie się drugie zadanie. Karawana zostanie tu jeszcze przez jakiś czas, gdyż nim ona gdziekolwiek wyruszy… Planuje wrócić do osady do której zmierzaliśmy i ją odbić… - skończyła klacz obserwując reakcje pozostałych kucy na wieść o jej samobójczej misji…
Kucyki słuchały, nie przerywając Blue zbędnymi pytaniami, choć na jednym czy dwóch pyszczkach można było dojrzeć chęć zadania takowych. Obok niej stał Sharp, w równym stopniu słuchający co jego przyjaciółka ma do powiedzenia i jaką postawę wobec reszty pozostałości załogi karawany ma zamiar przyjąć.

Wraz z kolejnymi słowami, Blue mogła zaobserwować reakcję niektórych kucyków. Ze strony dwóch najemników widać było niepewność i zmartwienie, zwłaszcza u starszego. White prezentowała sobą brak całkowitego zrozumienia, ale też i sprzeciwu. Patrząc się lekko na bok, niebieska klacz nie mogła nie zauważyć wyrazu nadziei na pyszczku pewnego trójnogiego kuca, oraz niepokoju u jej krewnego. Emocje te nijak nie przeszkadzały błyskowi determinacji w oczach ogiera.

Widać było, że, choć kucyki nie do końca czegoś takiego się spodziewały, większość albo uznawała to za pomysł akceptowalny, albo miała zamiar swoje wątpliwości wyrazić później, nie na ogólnym forum.
Większość w tym przypadku oznaczała wszystkich obecnych oprócz jednej, konkretnej klaczy.
Iron podniosła łeb znad karabinu, którego czyszczeniem była żywo zajęta przez ostatnie kilkanaście minut. Całej krótkiej przemowy Blue wysłuchała z wyrazem pozornego spokoju na twarzy, ujawniając doświadczenie w zachowywaniu swych emocji dla siebie. Bo emocje zdecydowanie czuła, co ujawniła dopiero po chwili, czekając na zakończenie tej swoistej odprawy.
- Wyjaśnij mi to jasno - powiedziała lodowatym tonem, podnosząc się z zada - chcesz, żebyśmy zgarnęli to - machnęła kopytem, wskazując na całą zebraną grupę - i zaatakowali tę pierdoloną wiochę w jakiejś samobójczej misji? - pod koniec swej wypowiedzi Iron pozwoliła, aby część jej złości wydostała się na zewnątrz.

Ogier jednorożca stojący obok Blue znalazł się bliżej niej. Może miał to być gest pomocy, albo ochrony, Sharp sam nie wiedział, nie miał na to żadnego wpływu. Zdecydował się na razie nie odzywać, pozwolić niebieskiej rozegrać to na jej własnych warunkach. Chciał też przy tym, aby wiedziała, że jest z nią.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Blue stała obserwując reakcje grupy na to co powiedziała i nie była zaskoczona żadną z nich wliczając w to wybuch Iron. Skupiając swój wzrok na dającej się ponieść emocjom klaczy Blue udzieliła jej odpowiedzi.

- Nie, nie chce byście to zgarniali i ruszali na ze mną. Tak jak powiedziałam wcześniej, to tu zostaje jak i wszyscy inni. Chcę żeby ona tu została jeszcze przez 24 godziny, ja wyruszę wcześniej z każdym kto będzie się chciał ze mną zabrać. – powiedziała zerkając na Sharpa stojącego obok po czy wróciła wzrokiem do grupy - Nikogo do niczego nie zmuszam, to jest tylko i wyłącznie wasza decyzja czy chcecie mi pomóc czy nie, nikomu nie będę miała za złe, jak postanowi zostać.

- Nasza nowa towarzyszka, panna White, - powiedziała Blue rozglądając się za kucem który prawdopodobnie aktualnie cierpi na kaca giganta - jest wyposażona w PipBucka do którego nie powinnam mieć problemu nadawać. Po tym jak wyruszę do wioski i wszystko tam pujdzie zgodnie z planem, dam znać tym co zostaną, że wioska jest bezpieczna i że możecie się do niej udać… Jak nie pójdzie dobrze, to chcę byście po 24 godzinach bez żadnej informacji ode mnie, zabrali co możecie i udali się w kierunku jakiejś bezpiecznej lokalizacji.

- Wiem, że to nie jest najlepszy plan, ale nic innego w tym momencie nie mam. Więc jak już powiedziałam, z chęcią przyjmę każdą sugestie.

Blue obserwowała reakcje jeżdżąc wzrokiem od kucyka do kucyka aż jej wzrok spoczął na małej Light. Odwracając się z powrotem do Iron, niebieska się do niej odezwała.

- A, i proszę uważaj na słownictwo. Tu są dzieci. – powiedziała Blue do klaczy nie próbując nawet ukryć niewielkiego uśmiechu na swoim pyszczku.
Sharp skinął głową niezauważalnie, zadowolony ze sposobu w jaki Blue zdecydowała się poprowadzić sytuację. Docinek o przeklinaniu przy dzieciach mogła sobie co prawda w opinii ogiera darować, no ale sądząc po minie Light, trójnoga jeszcze nie zdecydowała czy czuć się uwagą urażona, zawstydzona czy rozśmieszona, choć zdecydowanie przeważały dwa ostatnie.

Iron wciąż wyglądała na średnio zadowoloną z rozwoju sytuacji, ale po mruknięciu czegoś niezrozumiałego pod nosem wyszło na to, iż klacz kucyka ziemnego nie ma zamiaru uczestniczyć w dalszej dyskusji.

Gdy niebieska odwróciła się do White, ta spojrzała na nią nieprzytomnym wzrokiem, dopiero po chwili zdając się załapać, że chodzi o coś związanego z jej PipBuckiem. Zkacowany kuc średnio był w stanie brać udział w dyskusji, pozostawała więc jedynie stroną bierną. Nie zmieniało to w żaden sposób stanu rzeczy; Blue faktycznie powinna móc bezproblemowo nadawać na to małe cholerstwo na kopycie młodszej klaczy. A przynajmniej tak Sharpowi się zdawało. Medyk zerknał nieprzychylnie na podobne ustrojstwo znajdujące się na jego własnej nodze. Jeśli wydostaną się z tego burdelu będzie musiał poważnie przysiąść i nauczyć się jak to działa. Ogier pokręcił lekko nosem z niezadowoleniem i zwrócił swoją uwagę z powrotem ku rozwojowi sytuacji na około.

Blue skończyła mówić, a w całej grupie panowała konsternacja. Cisza spadła do poziomu panującego przed ich przybyciem. Niektóre kucyki spojrzały po sobie, niektóre zaś wyraźnie rozważały za i przeciw.
Dlatego też, a także z wielu innych, znanych powodów, dla wszystkich było zaskoczeniem, kiedy krok w przód zrobił kucyk, na którego większość przestała już zwracać uwagę.
Cale rozejrzał się po reszcie obecnych i położył uszy po sobie, czując wzrok i zaskoczenie wszystkich zebranych.
- Ja… pomogę - powiedział tylko pomarańczowy. Najszybciej z osłupienia otrzasnął się jego krewniak, który po paru sekundach stanął obok niego w szeregu, jakby rozciągając swoją protekcyjną aurę nad młodszym ogierem.

Następnym, mniej już zaskakującym ochotnikiem stał się Hilo, który z determinacją wymalowaną na pyszczku skinął głową ku Blue i Sharpowi. Stojąca za nim Light rozejrzała się tylko i położyła uszy na kilka sekund, szybko jednak opanowując odruchy i odnosząc niewielkie sukcesy w uzyskaniu możliwie bliskiego neutralnemu wyrazu pyszczka.

- A co tam… ktoś wam musi zady chronić, pójdę - mruknęła Iron, nie patrząc się jednak na zebranych, a na uparcie nie dającą się wyczyścić część zamka pistoletu.
Reszta wciąż się wahała, a na jednym, wyjątkowo skacowanym pyszczku, widoczny był strach przebijający się przez brak zrozumienia. White rozejrzała się, szukając jakiegokolwiek wsparcia.

Sharp westchnął w duchu. To póki co dawało im, nie licząc jego i Blue, jedną klacz ze sporym doświadczeniem w walce, kuca na którym jeszcze nie tak dawno operował i dwójkę ‘najemników’, którzy co prawda chcieli pomóc, ale nie wyglądało na to, żeby do końca wiedzieli jak. Medyk zerknął dyskretnie w kierunku Rainfall, której to udział mógłby praktycznie podwoić ich możliwości, gdyby trzeba było zacząć się strzelać. Klacz z minigunem stała jednak w miejscu, wciąż starając się podjąć jakąś decyzję.

- No dobra. To jaką mamy sytuację taktyczną? - zapytała się Iron, w końcu podnosząc wzrok znad upartej części i spoglądając z powątpiewaniem i nutką arogancji na pozostałych.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Blue wpatrywała się w grupę kucy stojących przed nią i nie wiedziała co o tym sądzić. Miała nadzieję, że przynajmniej jeden kuc będzie chciał z nią iść, ale nie spodziewała się takiej odpowiedzi. I ten odzew ją przerażał. Był za duży… Nie mogła ona ponownie wziąć odpowiedzialność za tyle kucy. Nie mogła pozwolić by powtórzyła się tamta sytuacja… Jej umysł przetwarzał w tym momencie tyle czarnych scenariuszy że jedyną odpowiedzią jaką byłą w stanie im udzielić na ofertę pomocy było skinienie głową.

Z zamyślenia wyrwało ją dopiero pytanie Iron o sytuacje taktyczną. Wyglądało na to, że będzie musiała po raz kolejny powtórzyć wszystko co wie o ich celu. Przez kilka następnych minut, Blue po raz kolejny opowiedziała o sytuacji w miasteczku, o układzie budynków w nim i okolicach. O zakładnikach tam przetrzymywanych i kucach co ich przetrzymują. Starała się powiedzieć jak najwięcej mając nadzieję na jakieś sugestie ze strony pozostałych, ale też pomijała niektóre szczegóły ze względu na Light która siedziała niedaleko i słuchała.

- Ogólnie planowałam poczekać do wieczora i dopiero wtedy wyruszyć by wejść tam znowu pod osłoną nocy. O uzbrojenie raczej bym się nie martwiła, nasze jest lepsze. W końcu siedzimy na transporcie broni, a myślę że jak użyjemy jej do odbicia kucy którzy mieli ją otrzymać, to raczej nie będą mieli nic przeciwko.

- Mamy jeszcze sporo dnia. Radzę wam jeszcze trochę odpocząć i jeszcze raz przemyśleć czy na pewno chcecie iść by potem nie żałować. Dokładny plan ustalimy potem gdy już będę wiedziała na czym dokładnie stoimy.
- Plan!? Wy nie macie żadnego planu! – Krzyczała wszystkim znana i uwielbiana ciemnogranatowa klacz jednorożca. Tuż zaraz po tym jak wystrzeliła z wozu w którym się skryła, Starweave znów znajdowała się w samym centrum uwagi wszystkich kucyków.

- O ile dobrze pamiętam, twój ostatni plan brzmiał: niezauważalnie przeniknąć do wnętrza osady, oraz wymordować wszystkich po chich, w jakiś samej tylko Celestji znany sposób. Jak chcesz niby tego dokonać z całą zgrają kucy!? – Zatrzymała się w tym punkcie, rozglądając się po obserwatorach.

- Jeśli myślisz, że pozwalasz innym samemu decydować o swoim losie, to się puszyście mylisz. Co będzie z tą karawaną jeżeli ty zabierzesz z sobą niemal wszystkich pozostałych przy życiu jej członków? Wszyscy pozostali. Czyli prawie wszystkie pozostałe kuce z tych co mogą, White, Rainfall i ja będą ciągnąć ostatni wóz? Tak? A nawet gdybyśmy jakimś cudem dokądś dotarli w ten sposób, to jak mam niby coś wynegocjować w takim stanie? Z braminami jako Ochroniarzami!? Nikt przy zmysłach nie zapłaci za towar którego nawet nie zamawiał, po prostu nas przegonią.

- Zrozum. – Powiedziała już nieco spokojniej. – Nasz los jest w tej sytuacji mocno uzależniony od losu każdego kucyka. Jeśli zawiedziecie… to… ehh. – Przerwała kładąc uszy po sobie. Jej zdenerwowane spojrzenia skakały po różnych kucach w zasięgu jej wizji, choć starała się skupiać głównie na Blue. Emocje na jej pyszczku nie były tym razem w żaden sposób maskowane. Widać było wszystko, co można było zobaczyć na twarzy kucyka, którego ogon palił się już od dłuższego czasu, a który nie wiedział jak go ugasić.
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]
- Nie w jakiś znany tylko przez samą Celestie plan, ale za pomocą karabinu myśliwskiego z bezpiecznej odległości. – odpowiedziała niebieska na zarzuty Star samemu będąc na skraju nakrzyczenia na nią. Ale nie mogła ona tego zrobić, gdyż wiedziała że tamta ma racje…

- Ale masz rację, to jest jakaś chu… - Tu się Blue nagle zatrzymała zerkając kątem oka na Light by zaraz wrócić do swojej wypowiedzi - …kpina nie plan. I dlatego pytam się o radę kucy mądrzejszych ode mnie. Szukam podpowiedzi wszędzie gdzie tylko mogę gdyż wiem, że żaden ze mnie strateg.

- I oczywiście też masz rację w sprawie karawany i tego że nie mogę wszystkich zabrać. Nie spodziewałam się takiego odzewu gdy prezentowałam mój „plan” i od razu wiedziałam że nie mogę wszystkich zabrać i że będę musiała dokonać wyboru kto idzie.

- Ale nie zmienia to faktu, że ja tam pójdę, chodź bym miała iść sama i osobiście zagryźć każdego kto stanie mi na drodze. W tym miasteczku są kuce które już straciły wiarę na ratunek, i którym teraz tylko my możemy pomóc. I Ja nie zamierzam ich zostawić samych.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości