Ocena wątku:
  • 4 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
- To nie Blue go tu przyniosła - Usłyszała klacz, której oczy momentalnie się nieco zmrużyły. Sharp kłamał, jednak z całą pewnością nie było to kłamstwo przeznaczone dla niej, a tym bardziej Blue. W takim przypadku ta dezinformacja mogła mieć tylko jednego adresata. Krótką chwilę zajęło klaczy rozrysowanie sobie tego, czemu by miała służyć. Stała nieruchomo, a jej oczy powędrowały przez chwilę po nogach ogiera i ziemi na której stały. Krzyżując swój wzrok ponownie ze wzrokiem Sharpa, przymrużyła je jeszcze bardziej.

Klacz jednak nie powiedziała nic, a grzecznie wysłuchała tego, co ogier miał jej jeszcze do powiedzenia. Nie podobał jej się sposób w jaki do niej mówił. Bynajmniej nie dla tego, że czuła się przez to urażona. Nie podobało jej się to, że medyk próbował w ten sposób ukazać jej niższość w stosunku do jego osoby. Nie było możliwości by Starweave mogła to tak pozostawić. Słowo było jej niemalże jedynym orężem na pustkowiach. A żeby mogła się nim bronić, musiało ono coś znaczyć.

- Nie... oczywiście, że musi być to stara kontuzja, zasugerowałam to już przecież wcześniej. – powiedziała klacz, przekręcając głowę, rozszerzając oczy i gestykulując na wiele innych sposobów podczas wypowiadania tego zdania. Mówiła powoli i wyraźnie.

- Moja praktyka w kwestii medycyny, ogranicza się tylko i wyłącznie do wlewania mikstur leczniczych w pyszczek. Nie wiele więcej potrafię, przyznaje. Nie rozumiem jednak czemu usiłujesz mi cokolwiek wytłumaczyć. – Zapytała z nutką arogancji, robiąc przy tym przerwę na kilka sekund.

- Nie jestem twoją asystentką czy pielęgniarką na Stajennym Oiomie. Zająłem się każdą sprawą tej karawany, kiedy ty i Blue poszliście odpocząć. Ja jestem handlarką, kupcem. Jestem tu po to by zadbać o strategiczny sukces tej karawany. Dodatkowych obowiązków wykraczających poza moje kompetencje, nie przewiduję!

Star odwróciła się w stronę wypiętego z uprzęży ogiera, tak jakby z góry uznała te dyskusję za zakończoną. Przyglądała się teraz dokładnie w jakim był stanie i czy faktycznie coś było nie tak z jego nogą. Ale głównym źródłem jej zainteresowania były poczynania Blue. Klacz wiedziała, że nie może jej teraz spuścić z oka. A co ważniejsze pozwolić na przeprowadzenie swobodnej konwersacji z jeńcem.

Odpowiedz
Blue siedziała przyglądając się wymianie zdań między jej przyjacielem i Star. Od zniszczenia jej przykrywki przez próby jej ratowania aż po Oiom. Powoli przeradzało się to w pełnoprawną kłótnie.

- Jak kurwa dzieci. – powiedziała pod nosem kręcąc przy tym głową. Odwracając się w stronę ogiera i już miała przejść do przyjacielskiej rozmowy, gdy ktoś postanowił się odezwać pierwszy. Blue spojrzała się z niezadowoleniem w dół na swój brzuch który zaczął wydawać odgłosy upominając się o jedzenie. Od kolacji trochę czasu już minęło, więc raczej miał on dobry powód by się odezwać.

Sięgając do swojej torby, klacz wygrzebała z niej konserwę i swoją łyżkę. Nie patrzyła się na smak, pierwsza lepsza musiała jej starczyć. Otwierając ją już miała się wgryźć w swoje śniadania gdy jej wzrok zatrzymał się na ogierze obok.

- Trzymaj, ty też pewnie jesteś głodny. – powiedziała do ogiera podając mu puszkę i samej sobie wyciągając następną. Otwierając ją nabrała zawartości na łyżkę i wsadziła ją sobie prosto do pyska. Przełykając zawartość spojrzała się z powrotem na Star i Sharpa.

- Myślisz że oni będą się tak długo kłócić? – odezwała się między kolejnymi łyżkami jedzenia zadając pytanie do ogiera obok.
[Obrazek: signature.php]
Odpowiedz
Xander wypoczywał sobie na jednym z wozów medytując. Nie był to jednak spokojny wypoczynek, każdy podejrzany dźwięk, inny łopot płachty, stukot skrzyń, wywoływały reakcje wyrwania się z pustki i szybkiej oceny sytuacji. Dla młodej zebry nie był to pierwszy raz gdy musiała "sypiać" przy kucykach, lecz zwyczajny sen szybko znikną z listy rzeczy które można było robić. Można było czuwać godzinami, nie zmrużając oka ani na moment, lecz w końcu organizm się poddawał. W ten sposób pozostała tylko jedna opcja, medytacja. Półśrodek pomiędzy snem, a czuwaniem, najmniejsze zło. Ot "zajęczy sen" pozwalający wytrzymać nieco dłużej bez tracenia przytomności. Uszy młodzika niczym czułe mikrofony wyłapywały dźwięki, lecz reagował on tylko na te wewnątrz wozu. Hałas, zryw, mięśnie gotowe do działania zanim oczy cokolwiek dobrze dostrzegą, prosty schemat "friend or foe", odruch.

Czas mijał, a wóz jechał... do chwili. Gdy pojazd stanął, Xander się obudził lecz już teraz całkiem. Myśli powoli wróciły do głowy mącąc błogi spokój który tam wcześniej panował. Ogier odsłonił sobie pyszczek, przetarł kopytami oczy i ziewną przeciągle lecz cicho. "Stoją... a ja razem z nimi. Dlaczego stoją... nie wiem i nie jestem pewien czy che się dowiadywać." Oparł się plecami o skrzynki za sobą i przytulił mocniej strzelbę do swojej piersi "Może po prostu poczekam aż znowu ruszą. Ech." Zaciągną maskę na pyszczek i siedział dalej w swojej nowej małej norze. Jakiś czas i jedną próbę wtargnięcia później coś zaczęło się dziać. "Gadają, kłócą się... "

Młodzik wstał przeciągnął się niczym kot, wykorzystując dostępne mu miejsce, po czym zapiął na powrót strzelbę w uprzęży i zabrał juki. Ostrożnie podszedł do wyjścia i uchylił nieznacznie płachtę by się rozejrzeć. "Blue, Star, Sharp i... Co do cholery on tu robi?" Pomyślała zebra przyglądając się ogierowi którego wcześniej taszczyła na plecach. "Co oni kombinują?" Młodzik cofnął się nieznacznie wziął głębszy oddech i wyszedł z wozu. Gdy stanął na ziemi rozejrzał się po wszystkich w pobliżu i rzucił niezręczne - Hej.

Po kolejnej chwili przyglądania się każdemu w ciszy odszedł na bok ostatniego wozu by zniknąć z widoku, po czym usiadł i zaczął grzebać we własnych jukach. "Co mi tu jeszcze zostało? Otwarta woda... I nic do jedzenia. Pięknie. Chyba znowu będę musiał polować na myszy albo radrakany, cholera." Xander zamkną swoje juki i ponownie zawiesił je na uprzęży, ale kolejna myśl przyszpiliła go w jednej pozycji. "Sharp chce mnie zdemaskować... przed wszystkimi. Czy ja jestem pojebany że się na to zgodziłem. Najwidoczniej jestem. Jak będzie miał czas to z nim to obgadam. Ale na razie on jest zajęty, a ja muszę skoczyć na stronę." Po krótkim momencie rozglądania się zebra ruszyła w jakieś ustronne miejsce za potrzebą.
Odpowiedz
Ogier z wdzięcznością w oczach przyjął jedzenie, na chwile odwracając uwagę od swojej wadliwej nogi. Złapał konserwę w kopytka i, nie czekając ani chwili, wziął się do jedzenia. Widać było, że jest przyzwyczajony do spożywania posiłków w pośpiechu.

Blue tymczasem trafiła na konserwę marchwiowo-jabłkową i kontynuowała obserwację rozwoju zdarzeń. W pewnym momencie obok nich przeszła pewna znajoma jej zebra, ponownie nosząca pełne przebranie, jednakowoż Xander nie zatrzymał się aby pogadać, idąc raczej kawałek dalej i chowając się za jedną ze skał.

Na pytanie Blue ogier podniósł pyszczek znad konserwy. Jego maniery pozostawiały wiele do życzenia, a sam kucyk wydawał się tego błogo nieświadomy. albo po prostu go to nie obchodziło.
Ogier spojrzał na dwójkę zaciekle dyskutujących kuców nieopodal.
- A bo ja wiem? - skomentował, wracając do pochłaniania konserwy.



Sharp stwierdził, że musiał nie docenić Star. Klacz doskonale władała słowami, w przeciwieństwie do raczej prostolinijnego w większości przypadków medyka. Jednorożec wiedział doskonale, że nie zrobił nic źle, a jednak Starweave zmuszała go do przemyślenia swoich decyzji po raz
kolejny.

Tymczasem klacz wydawała się przekonana, że wraz z obrażeniem go i wytłumaczeniem swojej roli dyskusja się zakończyła. Ogier widział jednak, że zachowanie tego kucyka sugeruje coś nieco innego. Miał okazję widzieć wielu karawaniarzy, spędził pośród nich większość życia. Doświadczony kupiec nie podnosił głosu i nie ruszał kartą arogancji. Zdarzały się wyjątki od reguły, ale medyk nie miał zamiaru w tej chwili ich analizować

- Skoro jesteś kupcem - zaczął ogier, patrząc się na odwróconą do niego ogonem klacz - To może najlepszym kursem działania dla ciebie byłoby pozostawienie decyzji osobom bardziej doświadczonym. - w głosie medyka było słychać, że nie toczy podobnej dyskusji po raz pierwszy - Przynajmniej do czasu aż będzie czym handlować. Nie jesteśmy na targu, a życia to nie towar, Star - dokończył, obchodząc klacz i stając po jej prawej stronie. Skupił się na dwóch rzeczach: reakcji handlarki oraz na stanie ogiera.



Jako iż ogier zajął się pochłanianiem konserwy Blue, siedząc przy tym na zadzie, Star i Sharp mieli w tej chwili mocno utrudnione zadanie w kwestii obejrzenia dokładnie kontuzjowanej nogi, która była głównym powodem ich aktualnego postoju.



Xander bez większych problemów, czy to zdrowotnych, czy to pochodzących ze źródeł zewnętrznych, dokonał odpowiednich czynności ukryty za jedną z większych skał znaczących teren przy drodze. Odrobinę lżejszy, był gotów do powrócenia do reszty karawany. Zdecydowana większość aktywności skupiała się teraz przy ostatnim wozie.



Dwa kuce były zaskoczone nagłym kontaktem fizycznym w postaci przytulenia przez zdecydowanie w ich opinii zboczoną klacz, ale nie zaprotestowały.

Zanim Amity zdążyła zareagować na widoczny smutek starszej klaczy spowodowany niepowodzeniem, April poczuła kopyto ją obejmujące. Picky uśmiechnął się pocieszająco do jednorożca, po czym posłał pytające spojrzenie swojej żonie.

- Nie wiem… - Amity wydawała się niepewna, zerkając przez ramię na budynek - zwierzak nie wydawał się agresywny z tego co mówiłaś… możemy zajrzeć i sprawdzić. - zawahała się na chwilę, ale na koniec szybko dodała, ku widocznej uldze jej ogiera - Ale żadnego zabijania. I tak już chyba nie mamy czasu na przyrządzenie czegokolwiek.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Odpowiedz
”Co ty robisz? To ja mam być tą dobrą” Złościła się Starweave patrząc się bezpośrednio na Blue. Ta z kolei wymknęła się wszelkim przewidywaniom handlarki i jakby nigdy nic, pałaszowała sobie teraz konserwę, do tego jeszcze tamtego dokarmiając. Żeby było tego mało, Sharp którego wydawało jej się, że skutecznie spławiła, nie pozostał jej jednak dłużny.

Ogier w rzeczy samej też potrafił użyć swojego pyszczka. Star dotkliwie odczuła to na sobie w postaci bolesnego ukłucia w jej dumę. Z jednej strony była zła, z drugiej natomiast jego stwierdzenie kompletnie ją zaskoczyło. Ciężko było stwierdzić jaki rezultat ostatecznie powodowała ta mieszanka. Klacz jednak wyglądała teraz na poważnie zmieszaną. Odwrócił się z powrotem do medyka, zastanawiając się chwilę co powiedzieć z otwartym pyszczkiem.

- Dobrze. Zostawiam to osobą bardziej doświadczonym. Zajmij się naszym gościem, masz wolne kopyto. Ja tym czasem wrócę do swoich obowiązków. – Powiedziała powoli, ale już bez takiej uszczypliwości jak przedtem. – Dwa kuce na zmianę i ruszamy natychmiast. Gdzie...?

Starweave spojrzała na miejsce w którym jeszcze chwilę temu stał ów zamaskowany osobnik. Ledwie zwróciła uwagę na jego pospolite „Hej.” A teraz był to jej problem, bo kucyk gdzieś zniknął. Atramentowa doszła do wniosku, że musiał być on przedstawicielem tej najsilniejszej rasy kucyka, dlatego teraz potrzebowała go, mając nadzieję przekonać do swoich racji. Star zaplanowała tym razem przypiąć do wozu jego i młodszego najemnika. Starszy nie wchodził w grę. ”Przy da mi się koło siebie ktoś, kto jeszcze ani razu nie marudził mi pod nosem w tej karawanie.” Z tym optymistycznym nastawieniem, klacz ruszyła ponownie na przód karawany, by się z żółtym kucem ponownie zobaczyć.

Odpowiedz
Z nieukrywaną ulgą Xander dokładnie poprawił swoje przebranie i powoli ruszył w stronę karawany. Lecz z każdym krokiem zwalniał coraz bardziej, aż wreszcie się całkowicie zatrzymał, przyglądając się wozom. Patrzy na nie przez chwilę po czym zaczął rozglądać się po okolicy zupełnie tak jak gdyby wszystko to widział po raz pierwszy w życiu. W jego głowie przez długi czas nie pojawiała się żadna myśl, ale w końcu musiała. "Co ja tu właściwie robię?" Patrzył tylko tępo w stronę karawany, oczami wyobraźni widząc siebie z trzeciej osoby. "Czego ja się w ogóle spodziewam. Jak ja w ogóle się w to wpakowałem." Zebra, nieobecna w otaczającej ją rzeczywistości, stała tylko nieruchomo pośrodku niczego, przeglądając wspomnienia.

"To wszystko nie tak miało być... Chciałem tylko kupić trochę jedzenia i amunicji. To wszystko. Gdyby wszystko potoczyło się tak jak miało się potoczyć... Pewnie dalej bym błądził po pustyni, ale miałbym zapasy. A teraz... teraz nie mam nic." Zebra mechanicznie, rozejrzała się na boki niczym kukła na sznurkach wiedziona ostrożnym kopytem. "Teraz nawet nie mogę od nich uciec. Bez wody nie przetrwam nawet dnia na pustyni. Przez własna głupotę zatrzasnąłem się w pułapce razem z tą bandą. I do tego za niedługo wszyscy będą wiedzieć kim na prawdę jestem. W jaki możliwy sposób cokolwiek dobrego może z tego wyniknąć. Mam nadzieje że to przeżyję."

Xander powoli automatycznym krokiem ruszył dalej w stronę karawany. Jego wyimaginowany celownik padł na Sharpa, stojącego pomiędzy ostatnimi wozami. Dochodząc do nich wreszcie oparł się przedni kant czwartego wozu. Omiótł chłodnym, niezainteresowanym spojrzeniem po wszystkich, by w końcu zatrzymać je na brązowym jednorożcu. Przez chwilę wpatrywał się tym pustym wzrokiem w twarz kucyka zanim rzucił równie pustym i bezwyrazowym głosem. - Jak masz zamiar rozegrać to całe moje "zdemaskowanie"?
Odpowiedz
Sharp z zaskoczeniem stwierdził, że Star najwyraźniej uznała dyskusję za zakończoną. A co więcej, zostawiła jego i Blue z najnowszym 'nabytkiem' karawany. Ogier pokręcił nosem, podchodząc do dwójki kuców zajadających się konserwą. Zrozumienie klaczy było najwyraźniej poza możliwościami medyka.

Miał podejrzenia, że konsekwencje jego wypowiedzi będą się teraz za nim ciągnąć w trybie długofalowym, ale jednorożec miał inne sprawy wymagające natychmiastowej uwagi. Wymusił na pyszczku uśmiech, tak jak wielokrotnie musiał robić w swoim zawodzie: ktoś by pomyślał, że medyk musi być szczery do bólu i z aktorem nie ma nic wspólnego. Ten ktoś najwyraźniej nigdy nie musiał wmawiać młodemu kucykowi, że nic mu nie będzie gdy skan wykazywał śmiertelne obrażenia wewnętrzne. Sharp wyrzucił niechciane myśli ze swojej głowy i podszedł do Blue.

- Smakuje śniadanie? - zapytał się luźno, jednakże zanim zdążył powiedzieć cokolwiek innego, koło niego zmaterializowała się pewna zamaskowana zebra.
A pytanie przez młodego ogiera zadane nieco wybiło medyka z rytmu. W zasadzie nie zastanawiał się, jak mają to rozegrać. Podejść do całej grupy i zdjąć Xanderowi maskę? To by mogło być nieco zbyt gwałtowne. I niebezpieczne. Medyk wiedział doskonale, że na pustkowiach nie brakuje kucyków mogących zastrzelić zebrę tylko dlatego, że była zebrą.
- Szczerze, Rusty? - ogier użył fałszywego imienia pasiastego młodzika ze względu na obecność jeńca. Skąd mógł wiedzieć jak tamten zareaguje... - Jeszcze nad tym nie myślałem. Musimy to zrobić, ale w tej chwili mamy też nieco pilniejsze problemy. - wskazał rogiem na siedzącego nieopodal jeńca. Miał nadzieję, że zebra zrozumie jego sytuację na tyle, żeby póki co odłożyć tę sprawę na później… ale równocześnie wiedział, że trzeba będzie prędzej czy później się tym zająć.



Star bezproblemowo dotarła na przód karawany, gdzie starszy najemnik najwyraźniej zrobil sobie krótką przerwę na śniadanie. Nie jadł jednak konserwy, a jakąś trudną do zidentyfikowania breję ze starej, wojskowej menażki. Skinął głową na powitanie ku klaczy, jednakże pyszczek pełen wspomnianej brei powstrzymał go od wypowiedzenia chociażby jednego słowa bez stracenia części śniadania.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Odpowiedz
Blue obserwowała kontem oka ogiera wpierdalającego puszkę i zastanawiała się jak podejście do niego będzie najlepsze. Grzecznie go przepytać czy od razu przejść do ucinania kończyn zaczynając od piątej nogi? A może powinna podejść do tego od całkiem innej strony i zacząć rozmowę z nim od nauczenia go jedzenia bo jak na razie więcej jego puszki trafiało chyba na około niż do jego pysku. Z zamyślenia wyrwało ją dopiero pytanie Sharpa skierowane do niej.

Odwróciła głowę w kierunku ogiera który zadawał jej pytanie i zada Star który gdzieś odchodził. Tak się zamyśliła, że nawet nie zauważyła jak się rozmowa tamtych skończyła.

- No, nie powiedziała bym. – odpowiedziała klacz na pytanie po przełknięciu kolejnej łyżki – Ciężko jest nazwać nie przyrządzoną konserwę dobrym śniadaniem. – już miała zaoferować konserwę ogierowi gdy podszedł do niego Rusty i przejął jego całą uwagę. A niech sobie chłopcy pogadają stwierdziła odwracając się jeńca siedzącego obok.

- Nie powiedziałeś mi w końcu skąd się tu wziąłeś. – odezwała się klacz – Jestem pewna że jak szłam spać to cię tu nie było. Co cię sprowadza do nas?
[Obrazek: signature.php]
Odpowiedz
Xandera przebiegł zimny dreszcz kiedy Sharp wypowiedział jego fałszywe imię, ale zniknął gdy tylko zerkną na Blue i siedzący przy niej worek kości, który wcześniej niósł na plecach. Wrócił następnie wzrokiem na kontynuującego ogiera by wysłuchać go do końca. Młodzik wpatrywał się milcząco w ogiera, jeszcze jakiś czas po tym jak tamten skończył mówić. "Nie myślał jak to zrobić... Łatwo mu kurwa mówić. To nie on ma tutaj duszę na ramieniu." Westchnął tylko niesłyszalnie i bez słowa odszedł na tył ostatniego wozu by sobie spokojnie usiąść.

Rozejrzał się pobieżnie czy nikogo koło niego nie ma i wyjął z kabury pistolet. Przez chwilę obracał go w kopytach, po czym wyprostował je i złożył się do strzału. - Boom boom, bang bang, beng beng. - Cicho sobie szeptał, lekko unosząc broń do góry, udając że oddaje strzał. Zebra przez chwilę jeszcze trzymała broń celując w siną dal, w końcu wyciągnęła magazynek sprawdzając stan naboi i zreperowała zamek by oddać pusty strzał. Magazynek położył obok siebie, repetując zamek, znowu, znowu, znowu i jeszcze raz. Głuchy dźwięk iglicy uderzającej w pustą przestrzeń dzwonił teraz ogierowi w uszach, niczym nieznośne echo.

Xanger przestał mieszać zamkiem i z nostalgią zaczął oglądać zdobiony pistolet. "Jak by to wszystko wyglądało gdybyście mnie wtedy nie zostawili w Grayhoof..." Włożył magazynek z powrotem w chwyt i schował broń do kabury, w zamian wyciągnął słuchawki odtwarzacza.

"She came to me one morning
One lonely Sunday morning
Her long hair flowing
In the midwinter wind
I know not how she found me
For in darkness I was walking
And destruction lay around me
From a fight I could not win

She asked me name my foe then
I said the need within some men
To fight and kill their brothers
Without thought of love or God
And I begged her give me horses
To trample down my enemies
So eager was my passion
To devour this waste of life..."

Cicho śpiewał sobie pod nosem wtórując wokaliście, by potem jedynie nucić w rytm nie znając do końca słów piosenki.
Odpowiedz
Starweave podeszła do najemnika. Nie czekając aż ten choćby przełknie swój obecny posiłek, by być gotowym do rozmowy, klacz zatrzymała się tuż przy nim, uderzając prosto z most.
 
- Potrzebuje twojego kuzyna do ciągnięcia ostatniego wozu, gdzie on jest? – Powiedziała pobieżnie rozglądając się za wspomnianym ogierem. – Wybacz mi, ale z waszej dwójki, ty mi się bardziej przydasz ze swoim doświadczeniem. Zwłaszcza, że w karawanie aktualnie zostało nie wiele kucyków, na których to mogłabym polegać. – Dodała oznajmiająco po chwili.

Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 14 gości